Kategorie
Wino

Nowa Zelandia – nie tylko Marlborough

Dziś przeciętny amator wina z regionów winiarskich Nowej Zelandii wymieniłby Marlborough, a z popularnych tam szczepów – Sauvignon Blanc. Ale historia Sauvignon z Marlborough nie sięga nawet pięćdziesięciu lat wstecz, a różnorodność terroir pozwala na tworzenie stylów tak odległych, jak różnią się Bordeaux i południowa Hiszpania. Bo w Nowej Zelandii, podobnie jak w innych krajach Nowego Świata, winiarstwo narodziło się dwa razy. Wraz z pierwszą umieszczoną w ziemi sadzonką i po raz drugi, gdy odkryty zostaje drzemiący w niej potencjał. Dla ciekawych Nowego Świata przedstawiam najważniejsze fakty o Nowej Zelandii w pigułce.

Zbiory Pinot Noir w winnicach Jules Taylor w Marlborough. Na drugiej półkuli odbywają się w czasie, gdy u nas zaczyna się wiosna. Fot. dzięki uprzejmości Jules Taylor Wines.

Pierwsze winorośle w Nowej Zelandii

Za umowną datę zasadzenia pierwszej winorośli w Nowej Zelandii przyjmuje się rok 1819. Natomiast honor prowadzenia pierwszej winnicy komercyjnej przypadł niedługo później niejakiemu Jamesowi Busby, Szkotowi z pochodzenia, który wiedzę o winie zdobywał w Bordeaux. Nic więc dziwnego, że do epidemii filoksery najszerzej uprawianym szczepem był Cabernet Sauvignon. Po klęsce filoksery sadzono głownie odmiany neutralne (jak Muller Thurgau) oraz hybrydy. Jedna z nich, Isabelle, aż do 1960 r. stała się główną uprawą w kraju. Gdyby udało Ci się zdobyć nowozelandzkie wino w latach 50-tych, z dużym prawdopodobieństwem byłoby to więc nie Sauvignon, a Isabelle. Kupić tamtejsze wino nie było jednak wcale łatwo. Na wyspach długo obowiązywały restrykcje dotyczące sprzedaży alkoholu; w XIX wieku można było go nabyć wyłącznie na imprezy okolicznościowe. Pierwsze sklepy z winami pojawiły się dopiero po II Wojnie Światowej, a do marketów wina nowozelandzkie trafiły dopiero w latach 90-tych.

Widok na Hawke’s Bay, gdzie winnica Te Mata produkuje swoje słynne blendy Bordeaux – Awateę i Coleraine. Fot. dzięki uprzejmości Te Mata Estate Winery.

Fenomen Marlborough

W 1960 roku Nowa Zelandia posiadała zaledwie 400 ha winnic. Dziś jest ich ponad 50 razy więcej. Rozwój zainspirowany został sukcesem winiarstwa australijskiego. Początkowo winogrodnicy stawiali na Muller Thurgau, a wszystkie uprawy znajdowały się na Wyspie Północnej. Jednak odkrycie aromatycznego charakteru nowozelandzkiego Sauvignon Blanc zmieniło wszystko. Zapotrzebowanie na ziemie pod winnice zmusiło winiarzy do poszukiwania nowych regionów i tak, w 1973 r., w Marlborough założono pierwszą winnicę na Wyspie Południowej. Boom na nowe wina sprawił, że infrastruktura nie nadążała za popytem, a winogrona wożono do przetwórni przez cieśninę Cooka. Sukces ten zachęcił właścicieli winnic do eksperymentowania z kolejnymi odmianami, dzięki czemu dziś możemy napić się Pinot Noir z Marlborough czy klasycznego blendu Boreaux z Hawke’s Bay.

Jules Taylor, tegoroczna Winemaker of the Year i George Elworthy, jej mąż i ojciec ulubionej przez naszych klientów marki Better Half. Najciekawsza para winiarzy z Marlborough. Fot. dzięki uprzejmości Jules Taylor Wines.

Kilka słów o geografii

Nowa Zelandia jest nie tylko najbardziej osamotnionym ze wszystkich lądów i najdalej na południe wysuniętym krajem winiarskim na świecie. Rozpiętość pomiędzy jej krańcami to aż 9° szerokości geograficznej. Od subtropikalnych okolic Auckland na 36 równoleżniku, co można porównać do południowej Hiszpanii, po 45° i odległe o niemal 1600 km Central Otago, którego klimat najbardziej przypomina Szampanię. Wyspy pozostają pod wpływem prądów antarktycznych, a różnorodność mikroklimatów i gleb na tych niewielkich skrawkach lądu poprzecinanych łańcuchami górskimi daje niemal nieskończone możliwości tworzenia odrębnych stylów wina.

Widok na oszronione winnice Pyramid Valley w Canterbury. Fot. dzięki uprzejmości Pyramid Valley Wines.

Regiony winiarskie Nowej Zelandii

Wyspa Północna – kolebka nowozelandzkiego winiarstwa

  • NORTHLAND – najcieplejszy z wszystkich nowozelandzkich regionów, jeden z pierwszych odkrytych dla winorośli. Duża wilgotność sprzyja rozwojowi chorób grzybicznych, ale także rozwojowi szlachetnej pleśni. Główne szczepy w regionie to Cabernet, Merlot i Chardonnay.
  • AUCKLAND – przed odkryciem Wyspy Południowej dla winiarstwa znajdowała się tu połowa wszystkich winnic w kraju. Ze względów historycznych swoje siedziby ma tu wiele przedsiębiorstw winiarskich.
  • BAY OF PLENTY I WAIKATO – dwa przylegające do siebie regiony na północnym krańcu wyspy. Nazwa Zatoka Obfitości wiele mówi o tutejszych warunkach; ciepłe, wilgotne rejony nie sprzyjają wszystkim odmianom. Oba regiony produkują łącznie zaledwie 3% wina Nowej Zelandii. Uprawy koncentrują się tu przede wszystkim na Cabernet Sauvignon, Sauvignon Blanc i Chardonnay.
  • GISBORNE (POVERTY BAY) – wizytówką regionu są żyzne gleby w dolinie rzeki Waipaoa. Dają one doskonałe warunki do produkcji poślednich win białych, jednak powstają tu także wysokiej jakości wina z wczesnych odmian białych i czerwonych.
  • HAWKE’S BAY – najsuchsze miejsce w całej Nowej Zelandii, posiada także niezwykle zróżnicowane podłoża. Klimatem zbliżone jest do Bordeaux, stąd uprawia się tu wiele czerwonych odmian, ale świetnie udaje się tu także Sauvignon i Chardonnay. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych winnic w regionie jest Te Mata Estate, z której wina od lat znajdują się w naszym portfolio. Ciągle odkrywa się tu nowe terroir o niezwykłych właściwościach, jak chociażby znane z blendów Bordeaux Gimblett Gravels, gdzie poważniejsze nasadzenia rozpoczęto dopiero pod koniec lat 90-tych. Pochodzi stamtąd także część gron Syrah użytych do produkcji kultowego Te Mata Estate Bullnose Syrah.
  • WAIRARAPA – suchy i chłodny region, najbardziej znany z subregionu o nazwie Martingorough, skąd pochodzą wyróżniające się Rieslingi.
Widok na charakterystyczny budynek winnicy Te Mata Estate w Hawke’s Bay. Prócz odmian typowych dla Bordeaux powstaje tu też niesamowite Te Mata Estate Sauvignon Blanc. Fot. dzięki uprzejmości Te Mata Wines.

Wyspa Południowa – drugi dom Sauvignon Blanc i Pinot Noir

  • NELSON może się poszczycić największą ilością dni słonecznych w całej Nowej Zelandii. Leży na północnym krańcu Wyspy Południowej. Mieści się tu wiele małych winnic założonych w miejsce dawnych sadów. Typowe odmiany to Sauvignon Blanc i Chardonnay, które dają tu wina bogate i bardzo owocowe. Reprezentantem tego stylu będzie np. Torrent Bay Chardonnay. Warto także spróbować Torrent Bay Sauvignon Rose, powstające wyłącznie z gron Sauvignon Blanc, ale w kontakcie ze skórkami Pinot Noir, którym zawdzięcza barwę i truskawkowe aromaty.
  • MARLBOROUGH – ten osłonięty należącym do Alp Południowych łańcuchem górskim Kaikoura region cechuje dobre nasłonecznienie i przepuszczalne gleby. Dzięki typowym dla regionów górskich wysokim amplitudom temperatur pomiędzy dniem a nocą grona dojrzewają powoli, pozwalając na koncentracje aromatów i zachowanie pożądanej kwasowości. Chociaż mówiąc Marlborough myślimy Sauvignon Blanc, powstają tu też świetne wina z innych odmian, jak chociażby Pinot Noir czy nawet Gruner Veltliner. Polecamy kultowe Dog Point Vineyards oraz wina tegorocznej Winemaker of the Year, Jules Taylor.
  • CANTERBURY I WAIPARA – to kraina odmian burgundzkich, Chardonnay i Pinot Noir. Pada tu niewiele, a gleby są dość różnorodne. Znaleźć tu można niezwykłe, butikowe winnice, z których każda zasługuje na własny wpis na blogu. W naszym sklepie w Gdyni można nabyć butelki z organicznej winnicy Pyramid Valley znajdującej się w tym regionie.
  • CENTRAL OTAGO I OTAGO – najbardziej wysunięte na południe regiony Nowej Zelandii. Symbolem regionu Central Otago jest Pinot Noir. Choć pierwsza winnica powstała tu dopiero 1976 r., jakość gron Pinot Noir gwarantuje doskonały klimat o niskiej wilgotności i dużych dobowych amplitudach temperatur.
Widok na Torrent Bay w regionie Nelson, skąd pochodzi Torrent Bay Sauvignon Rose. Fot. dzięki uprzejmości Torrent Bay Wines.

O winach z dwóch regionów, Nelson i Marlborough, opowiada sommelier Wojtek Boguniecki w dwóch kolejnych filmach z naszego cyklu.

Kategorie
Wiedza o winie Wino

Wina organiczne i naturalne

Organiczne, biodynamiczne, naturalne, ekologiczne… czy to różne określenia na te same wina? Czy w ogóle warto kupować wina certyfikowane? Jeśli czujesz się zagubiony w gąszczu terminologii, ten artykuł pomoże uporządkować fakty.

Zacznijmy od tego, że wina ekologiczne są pojęciem umownym, nie mającym podstawy prawnej. Obejmuje ono wszystkie kategorie win wytwarzanych z troską o środowisko naturalne, w tym wina organiczne, biodynamiczne, naturalne i pochodzące ze zrównoważonych upraw. Przyjrzyjmy się im po kolei.

Barahonda Organic Blanco (Verdeho/Sauvignon) – świetne wino organiczne z hiszpańskiej Yecli z półki ekonomicznej. Fot. dzięki uprzejmości Barahonda Wines.

Wina organiczne

Na wstępie należy zaznaczyć, że szczegółowe przepisy dotyczące uprawy i produkcji win ekologicznych różnią się w zależności od kraju, a nawet regionu. Certyfikaty wydawane są przez organizacje zewnętrzne, jednak kategoria win organicznych jest chyba aktualnie najlepiej uregulowana prawnie. Sam termin „organiczny” pochodzi zza oceanu. W wielu krajach europejskich, na wzór Francji, spotkamy się nadal z określeniem „wino z upraw biologicznych” (w skrócie AB – Agriculture Biologique). W Unii Europejskiej do 2012 roku mieliśmy tylko wina ” z upraw organicznych”, co było znacznym uproszczeniem. Dziś możemy mówić o dwóch osobnych kategoriach:

Wino z upraw organicznych: z owoców zebranych w winnicach uznanych za organiczne, ale wytwarzane przy użyciu standardowych metod winifikacji. Uprawa organiczna wyklucza, poza dozwolonymi wyjątkami, użycie sztucznych nawozów czy środków ochrony roślin. W zamian stosuje się płodozmian, ściółkowanie, naturalne nawozy i opryski ziołowe. Ważnym elementem upraw organicznych jest traktowanie ogrodu czy winnicy jako części otaczającego je ekosystemu. Oznacza to nie tylko sadzenie między uprawami lokalnych gatunków roślin (listą takich gatunków w Marlborough jest etykieta OTQ Sauvignon Blanc od Jules Taylor), ale także tworzenie nisz ekologicznych dla innych istot będących częścią ekosystemu, w tym – zwierząt. Naturalnie występujące drapieżniki są sprzymierzeńcami winiarzy w walce ze szkodnikami. Hołdem dla najmniejszego z nich jest etykieta Predator z Kalifornii.

Predator Old Vine Zinfandel – etykieta tego kalifornijskiego wina jest metaforą zależności panujących w winnicy; małe rzeczy wpływają tu na wielkie, obecność maleńkich drapieżnych biedronek może uchronić całoroczny plon przed zniszczeniem przez szkodnikami. Fot. dzięki uprzejmości Rutherford Wines.

Wina organiczne, czyli takie, które wytworzono nie tylko w zgodzie z zasadami winogrodnictwa organicznego, ale także przy pomocy organicznych metod winifikacji. Do tych ostatnich zaliczymy między innymi przedkładanie fermentacji spontanicznej (zachodzącej dzięki dzikim drożdżom występującym naturalnie na skórkach owoców) nad drożdże komercyjne, ograniczenie dodatku dwutlenku siarki oraz naturalne metody klarowania. Faworyzowana metoda klarowania to wymrażanie. Dopuszcza się także użycie naturalnych stabilizatorów jak guma guar. Ciekawą metodę stosuje winnica Domaine des Tourelles z Libanu; do wstępnego filtrowania używa się tu, zgodnie ze starą tradycją, wysuszonych lokalnych roślin z rodzaju różowatych – krwiściągu ciernistego.

Procesy, które dziś w winnicach są procesami technologicznymi, przez wieki wykonywano w sposób manualny i przy użyciu naturalnych surowców. W Libanie lokalne rośliny od wieków służyły do filtrowania wina, Domaine des Tourelles do dziś klaruje swoje wina, od podstawowej etykiety po Syrah du Liban. Fot. Domaine des Tourelles.

Wina biodynamiczne

Można powiedzieć, że uprawa biodynamiczna jest bardziej radykalną wersją winogrodnictwa organicznego. Do jego podstawowych reguł dołączono zasady wywodzące się z filozofii odnowy duchowej rolnictwa Rudolfa Steinera, obejmują one kalendarz prac związany z cyklami księżyca czy stosowanie homeopatycznych preparatów. Historia tego ruchu jest ściśle związana ze Śląskiem, gdzie w pierwszej połowie XX wieku powstało pierwsze na świecie gospodarstwo biodynamiczne.

Domaine de Bonaguil i otoczona sosnowym lasem parcela, z której pochodzi Les Pins Sauvignon Blanc. Między rzędami winorośli posiano rośliny wspomagające żyzność gleby, które po okresie wegetacji pozostawia się na ziemi, aby wytworzyły naturalny nawóz. Wina z Domaine de Boanguil są organiczne, wegańskie i bez dodatku siarki. Fot. Domaine de Bonaguil.

Wina ze zrównoważonych upraw

Rosnąca świadomość wpływu działalności ludzkiej na kondycję naszej planety przyczynia się do ogromnego wzrostu popularności tej idei. Z założenia chodzi tu o rozsądne gospodarowanie zasobami, które będzie miało istotny wpływ na jakość środowiska, jakie pozostawimy naszym dzieciom i wnukom. Do pożądanych praktyk zaliczamy wyeliminowanie zabiegów mających negatywny wpływ na środowisko (w tym oprysków i sztucznego nawożenia) oraz kontrolę odprowadzania nieczystości, zużycia energii elektrycznej i wody. Sustainable Wines, czyli wina ze zrównoważonych upraw, są obecnie łatwo dostępne, przejrzyście certyfikowane, a praktyka ta nie wpływa w sposób negatywny na cenę. Jest to najłatwiejszy do wykonania krok w stronę świadomej konsumpcji wina.

Jules Taylor, Winemaker of the Year w Nowej Zelandii, podczas prac w organicznym ogrodzie przy winnicy – hoduje się tu warzywa dla całej załogi JT Wines. Praktyki Jules i jej męża mogłyby stanowić wzorzec dla wdrażania zrównoważonego rozwoju w winnicach. Fot. JT Wines.

Wina naturalne

Koncepcja win naturalnych zakłada unikanie ingerencji w naturalne, spontaniczne procesy na wszystkich etapach tworzenia wina, od wzrostu winorośli po winifikację. Wymaga to użycia w uprawie manualnych maszyn i narzędzi, naturalnych nawozów i praktyk znanych z upraw organicznych. W czasie produkcji wina nie dodaje się żadnych substancji sztucznych, minimalizując także użycie cukrów, związków siarki i kwasów. Do fermentacji służą wyłącznie dzikie drożdże, nie kontroluje się również temperatury w czasie tego procesu. Aktualnie nie ma organizacji, która certyfikowałaby wina naturalne, jednak producenci niejednokrotnie sami oznaczają swoje wina. Aby otrzymać dobre wino naturalne, niezbędne są doskonałe owoce oraz duże doświadczenie. W naszym portfolio mamy od niedawna doskonała francuska winnicę z Cahors, Domaine de Bonaguil. Ich fermentowane na osadzie wina są nie tylko nietuzinkowe, są po prostu świetne. I nie zawierają ani grama dodatku siarki. To doskonała propozycja dla tych, którzy chcą bez rozczarowania rozpocząć przygodę z kategorią win naturalnych.

Wytłoczyny po winie – doskonały nawóz wykorzystywany w winogrodnictwie. Fot. Domaine des Tourelles.

Czy warto kupować wina organiczne i naturalne?

Wokół żywności ekologicznej narosło już wiele mitów. O ile nie jesteśmy w stanie sprawdzić pochodzenia każdego pomidora, to certyfikaty organizacji takich jak IFOAM (Międzynarodowa Federacja Ruchów Organicznego Rolnictwa) czy Demeter są z pewnością godne zaufania. Wina organiczne nie zawsze muszą być droższe (budżetowe wina organiczne to np. Barahonda Organic czy Organic Blanco), a zawierają mniej chemii i związków siarki – o zdrowie zawsze warto zadbać. Pamiętajmy jednak, że nie wszyscy producenci się certyfikują – o praktyki w poszczególnych winnicach pytajcie naszych pracowników. Niektóre winiarnie, jak Domaine des Tourelles, nie mają oznakowanych etykiet, a mimo to ich wina są całkowicie organiczne, wegańskie i, po części, naturalne. Jeśli chcesz wiedzieć dlaczego, zajrzyj tutaj. A jeśli jesteś ciekaw, jak smakują nasze nowe francuskie wina naturalne bez dodatku SO₂, zapraszamy na wideo z naszym sommelierem, Wojtkiem Bogunieckim.

Kategorie
Wino

Wina na Wielkanoc – krótki przewodnik dla każdego

Słyszysz już tykanie zegara odmierzającego czas do świąt? Zastanawiasz się, kiedy zdążysz z zakupami, sprzątaniem, gotowaniem, upominkami i jeszcze wybraniem odpowiedniego wina, które będzie smakowało każdemu przy stole? Skorzystaj z naszej pomocy; może nie przyjdziemy umyć Ci okien, ale przygotowaliśmy poradnik w pigułce, dzięki któremu w kilka minut wybierzesz wina na Wielkanoc. A jeśli nie masz czasu po nie przyjechać – dostarczymy je pod Twoje drzwi.

Nowozelandzki Gewurztraminer z winnic rodziny Soljans – śwetne wino na Wielkanoc, pasuje do lekkich dań mięsnych, pikantnych potraw, delikatnych deserów i wędzonych ryb.

Jak łączyć wino z jedzeniem

Wiedza na ten temat nie zmieściłaby się nawet we wszystkich tomach Encyklopedii PWN, ale nie szkodzi – to i tak tylko teoria. Różne przyprawy czy dodatki zmieniają smak potrawy i mogą faworyzować już całkiem inne wino. Najważniejsze, aby szukać swoich własnych połączeń, bo przecież chodzi o to, żeby nam smakowało. Nie ograniczajmy się do utartych schematów jak białe mięso – białe wino, słodkie wino – tylko deser. Ominą nas wówczas tak genialne połączenia, jak słodki Sauternes lub Gewurztraminer i ser pleśniowy czy wyrazisty pasztet. Na początek kierujmy się zasadą podobieństwa, smaki wina i jedzenia powinny się łączyć, a nie dominować. Poniżej kilka dobrych pairingów potraw i wina na Wielkanoc.

Berba, bałkańskie święto winobrania, odbywające się w winnicach Soljans w Nowej Zelandii w okolicach Wielkanocy.

Dobrane pary

  • Śniadanie – jeśli zawsze marzyłeś o szampanie do śniadania, to lepszej okazji nie będzie. Wybierz wino o kremowej konsystencji, jak Moutard Pere et Fils Brut lub Cava Mas Geroni. Świetnie połączy się ze świeżym pieczywem, lekkimi pasztetami, i jajkami, doda lekkości sałatkom z majonezem. I na pewno wprowadzi wszystkich w świąteczny nastrój.
  • Wyraziste pasztety, wędliny, pieczenie drobiowe i biała kiełbasa – tu najlepiej sprawdzą się lekkie czerwone wina; Pinot Noir (np. Better Half z Nowej Zelandii lub La Petite Perriere z Francji), Valpolicella Classico lub pełne świeżych owoców Gamay Noir (z winnic Te Mata z Nowej Zelandii lub w wersji naturalnej, bez siarczanów – Domaine de Bonaguil). Ale, uwaga, z pasztetem świetnie poradzi sobie też białe wino w stylu niemieckiego Rieslinga czy Gewurztraminera (polecamy te z winnicy Heise).
  • Pieczone mięsa w sosach, jagnięcina – bezpiecznym wyborem do ciężkich dań mięsnych będzie solidne Bordeaux (np. aromatyczny Pezat Rouge z St. Emillion), beczkowany Cabernet z Chile (polecam bogate Los Lingues Cabernet Sauvignon z Casa Silva) albo po prostu dobry Malbec (dla koneserów – Double Take Malbec z Bleasdale w Australii).
Doskonałe Te Mata Gamay Noir z Nowej Zelandii; jego świeży, intensywny aromat poziomek i wiśni zachwyci naprawdę każdego.
  • Pieczenie z białego mięsa, lekkie dania warzywne, wędzone ryby – wypróbuj aromatycznego Rieslinga, wytrawnego Gewurztraminera lub Pinot Gris o niskiej kwasowości. Aromatyczne szczepy wzbogacą delikatne dania, ale dzięki lekkości i łagodności nie stłumią ich smaku. Do wędzonego łososia najlepszy będzie Gewurztraminer lub nasz beczkowany Weissburgunder – tłuszcz w rybie wymaga wina o solidniejszej strukturze. Ja polecam Pikes Riesling Hills&Valley, Heise Gewurztraminer, Anchorage Pinot Gris lub Falkenstein Wiessburgunder.
  • Desery – najprostsza zasada mówi, że wino powinno być nieco słodsze od deseru. Jeśli jednak nie mamy ochoty na bardzo ciężkie słodkie wina, wypróbujmy np. półsłodkie wino Soljans Gewurztraminer z jabłkowym strudlem lub szarlotką, albo Soljans Fusion Sparkling Sauvignon z delikatnym biszkoptem czy owocową tartą.
Zbiór Rieslinga w Pikes Wines. Różnorodność siedlisk pozwala tej winnicy tworzyć Rieslingi w spektrum od półwytrawnych po wysokokwasowe.

Kiedy jest miejsce tylko dla jednego

Jeśli chcesz wybrać tylko jedno wino, które ma pasować do wszystkiego i smakować wszystkim, wybierz między białym Gewurztraminerem a lekkim czerwonym winie o wyrównanej kwasowości i owocowym aromacie, takim jak Gamay Noir czy Valpolicella. O Gewurztraminerze mówiliśmy w zeszłym tygodniu, artykuł znajdziesz tu, a wideo z degustacją poniżej oraz na naszym kanale na You Tube. Dziś zapraszamy do spróbowania czerwonego wina na Wielkanoc. A jeśli chcesz zamówić wino z dostawą do domu, zajrzyj koniecznie na naszą stronę internetową. Wesołych Świąt!

Kategorie
Degustacja Wiedza o winie Wino

Gewurztraminer – i słodko, i wytrawnie

Czy patrząc na niektóre obrazy zadajesz sobie pytanie, gdzie kończy się kicz a zaczyna sztuka? Podobne przemyślenia można mieć próbując niektórych słabszych Gewurztraminerów, potrafią być nachalnie słodkie i tak aromatyczne, jakby były perfumowane. Ale dobry Gewurztraminer jest prawdziwym dziełem sztuki, pełnym pięknych detali niczym secesyjne malowidło.

Dojrzewające grona Gewurztraminera w winnicy Weingut Falkenstein. Fot. dzięki uprzejmości winnicy Falkenstein.

Niby biały, a jednak różowy

Gewurztraminer jest szczepem niezwykle charakterystycznym. Do typowych aromatów należą płatki róż, owoce liczi, jaśmin, przyprawy korzenne, biały pieprz, dojrzałe owoce egzotyczne. Specyficzny jest też jego wygląd – cienka, twarda skórka, w zależności od gleby zabarwia się na kolor od miedzianego, przez szaro-różowy po lekko czerwony. Zarówno za intensywny zapach jak i kolor skórki odpowiada ta sama grupa związków – terpeny. Kontakt soku ze skórkami sprawia, że samo wino ma również intensywną, złotą barwę, często z różowym lub miedzianym refleksem. Kolor ten zapowiada strukturę wina – Gewurztraminery są dość cieliste, czasem wręcz oleiste. W zależności od warunków uprawy i winifikacji mogą dawać wina lżejsze, mineralne i wytrawne (w chłodnym, górskim terroir) lub gęste, mocne (nawet powyżej 14% !) i słodkie (rejony cieplejsze).

Winnice w Południowym Tyrolu – Górnej Adydze, gdzie powstają cudowne, mineralne Gewurztraminery – jak w winnicy Falkenstein.

Gewurztraminer, mutant z Francji

Początkowo sądzono, że szczep ten pochodzi z Tyrolu, gdzie leży miasto Tramin. Dziś jednak uważa się, że ojczyzną Gewurztraminera jest Jura Francuska, a odmiana wyewoluowała ze zmutowanej winorośli Savagnin Blanc. Współcześnie kojarzy się przede wszystkim z Alzacją i Niemcami, ale udaje się dobrze także w innych chłodnych regionach, np. w Nowej Zelandii, Tyrolu (np. Falkenstein Gewurztraminer) czy w Polsce (polecamy wytrawnego Gewurztraminera z winnicy Wzgórz Trzebnickich dostępnego w naszym sklepie w Gdyni). Co ciekawe, gron tych nie poddaje się fermentacji jabłkowo-mlekowej. Proces ów obniża kwasowość wina, co w przypadku tego szczepu jest niepożądane. Winiarze chętnie poddają go natomiast lekkiemu przejrzeniu przed zbiorem (auslese), dzięki czemu zyskuje większa koncentrację aromatów i oleisty charakter. Rzadko leżakuje się go w beczkach, choć na przykład winnicy Falkenstein udało się otrzymać rewelacyjne rezultaty dzięki beczkom akacjowym.

Z czym to się je?

Półsłodki Soljans Gewurztraminer z Nowej Zelandii i tajski makaron z pikantną wołowiną – idealne połączenie. Fot. dzięki uprzejmosci Soljans Estate.

Ponieważ style Gewurztraminera mogą być tak różne, szerokie jest też spektrum jego połączeń kulinarnych. Słodsze wersje świetne będą do strudla albo klasycznej szarlotki z cynamonem i konfiturą różaną (np. Soljans Gewurztraminer z Nowej Zelandii). Dzięki intensywnym aromatom , dobrej strukturze i niskiej kwasowości szczep ten idealnie łączy się z pikantnymi daniami kuchni azjatyckiej, ale także z intensywnymi pasztetami, wędzonym łososiem czy ostrymi serami. To świetny wybór na Wielkanocny stół, a jeśli nie wiesz, który z naszych kilku Gewurztraminerów wybrać – obejrzyj koniecznie degustację z sommelierem Wojtkiem Bogunieckim poniżej.

Kategorie
Wino

Ribera del Duero – Tempranillo doskonałe

Jeśli mówisz Tempranillo, a myślisz Rioja, koniecznie przeczytaj ten tekst – gwarantuję, że zapragniesz zrewidować swoje przekonania. Ale najpierw kilka słów o tym, czym właściwie jest sama Ribera del Duero.

Ribera del Duero i jej umiejscowienie na mapie Hiszpanii.

Nazwa oznacza dosłownie „brzegi rzeki Duero”, która w północnej Hiszpanii płynie wzdłuż osi wschód – zachód. Region obejmuje długi na 115 km i szeroki na około 35 km płaskowyż otoczony górami. Choć winorośl uprawia się tu od 2 tysięcy lat, nowożytna historia wina rozpoczęła się dla Ribery dosłownie kilkadziesiąt lat temu, wynosząc region na szczyty popularności w rodzimej Hiszpanii.

7 ciekawych faktów o Ribera del Duero, które powinieneś znać

  • Jako apelacja kontrolowanego pochodzenia (D.O. – Denominacion de Orijen) Ribera została zakwalifikowana dopiero w 1982 r. Wówczas działało tam ledwie 9 producentów, natomiast dziś jest ich niemal 300. Ziemie pod uprawę winorośli, dzięki doskonałym właściwościom, należą tu do najdroższych w Hiszpanii.
Wina z Ribera del Duero – znajdziemy tu pairing do gorzkiej czekolady, półtwardych serów, ale także do krwistego steka czy grillowanej jagnięciny.
  • Ribera bywa porównywana do Burgundii, ponieważ – podobnie jak w sławnym francuskim regionie – wina tutaj tworzone są w znamienitej większości interpretacjami jednego tylko szczepu, który w zależności od terroir ukazuje odmienne właściwości. Tym szczepem w Ribera del Duero jest Tempranillo.
  • Tempranillo, nazywane tu Tinto Fino lub Tinta del País, stanowi ponad 90% upraw winorośli w regionie. Z tego około 35% to Viñas Viejas (stare krzewy mające więcej niż 25 lat), a na 323 hektarach rosną krzewy starsze niż 100 lat! Lokalny wariant Tempranillo przystosował się przez wieki do tutejszych trudnych warunków, grona są bardziej zbite, a skórka grubsza niż w odmianach z cieplejszych regionów. Stare krzewy są szczególnie cenne, ponieważ nie tylko rodzą winogrona o bardziej esencjonalnym smaku, ale – dzięki bardzo głębokiemu systemowi korzeniowemu – mają również lepszą odporność na warunki pogodowe.
Grona lokalnego wariantu Tempranillo – Tinto Fino. Grona są zbite w ciasne kiście, skórka gruba, o intensywnym kolorze.
  • Ribera del Duero jest drugim, po regionie Rioja, producentem wina w Hiszpanii. Największym zagrożeniem dla winorośli są tu mrozy. Potrafią pojawiać się aż do czerwca, powodując czasem obniżenie zbiorów nawet do 50%.
  • Region nie jest podzielony na pomniejsze apelacje, jedynym wskaźnikiem jakości wina są oznaczenia dotyczące sposobu jego starzenia; od młodych win typu Joven, po Gran Reservy. Większość upraw należy do prywatnych rolników, którzy prowadzą je z wielką pieczołowitością. Dowodem niech będą liczby: topowe apelacje w Bordeax produkują powyżej 40 hektolitrów z hektara winnicy, natomiast Ribera del Duero – tylko 28 hektolitrów z hektara.
Almudena Alberca – pierwsza hiszpańska Master of Wine na tle winnic Ribery. Almudena jest dyrektor techniczną w Bodegas Vina Mayor.
  • Klimat w Riberze jest wyjątkowo surowy. Krótkie, gorące lata szybko ustępują mroźnym zimom. Amplitudy temperatur pomiędzy dniem a nocą mogą sięgać 50ºC, co, wbrew pozorom, doskonale wpływa na jakość winogron. Dzięki chłodzeniu ich nocą proces dojrzewania jest wolniejszy, grona zawierają więc więcej związków smakowych i zapachowych. Opadów jest niewiele, w czasie dojrzewania winogron często nie ma ich wcale. Tu z pomocą przychodzi znów terroir.
  • Brzegi rzeki Duero na tym odcinku składają się z warstw wapieni, piasków i mułów. Przepuszczalne warstwy wierzchnie i porowate gleby wapienne w niższych partiach pomagają zatrzymywać wodę po deszczach i zimowych roztopach, a starsze winorośle o głębokich korzeniach bez problemu odzyskują ją w trakcie upalnego lata. Nawadnianie stosuje się tylko przy młodych krzewach i w okresach wyjątkowej suszy.
Starzenie wina w Bodegas Vina Mayor. Fot. dzięki uprzejmości Vinas Mayor.

Winnica z historią – Bodegas Viña Mayor

Wina z Ribery są wyjątkowe; skoncentrowane, z ogromnym potencjałem do starzenia. Małą głęboki kolor, pełne ciało, żywą kwasowość. Typowe nuty to jeżyny, czarna porzeczka, owoce jagodowe, wanilia, skóra i tytoń. W naszym portfolio mamy leżącą w tzw. Złotej Mili Bodegas Viña Mayor, powstałą w 1986 r., jedną z pierwszych należących do D.O. Jest to także pierwsza winiarnia w Riberze, która uzyskała certyfikat organizacji Wineries for Climate Protection.

Na degustację dwóch win z Viña Mayor – Tinto Roble i Reservy – zaprasza nasz sommelier, Wojtek Boguniecki.

Kategorie
Wino

Burgenland – najlepsze wina z Austrii

Autor: John Borrell

Wiele lat temu, kiedy zacząłem produkcję niewielkiej ilości wina w Kania Lodge na Kaszubach, nazwaliśmy jedno z pierwszych czerwonych win “Big John”, odwołując się do mojego imienia. Byłem zarówno winemakerem, jak i właścicielem Kania Lodge i Wine Express, najstarszego importera w Polsce sprzedającego wino wysyłkowo. Wkrótce dowiedzieliśmy się od austriackiego gościa, że “Big John” to także nazwa rozpoznawalnego i wysoko cenionego czerwonego wina produkowanego przez rodzinę Scheiblhoffer w regionie Burgenland, nieopodal granicy z Węgrami. Zamówiłem i przetestowałem “Big John’a” oraz parę innych butelek z tej winnicy. Zrobiły na mnie tak dobre wrażenie, że zdecydowałem się na import kilku etykiet dla Wine E, w tym “Big John’a”.

Kultowa dla naszego zespołu etykieta „Big John” w wersji białej (beczkowane Chardonnay + świeże Sauvignon) i czerwonej (Zweigelt, Cabernet, Pinot Noir)

Nie tylko Grüner Veltliner

Od “Big John’a” przeszedłem do wypróbowania i importu innych win Scheiblhofferów, w tym cudownego Grüner Veltlinera, świetnych Zweigelta oraz Blaüfrankischa. W tym czasie odszedłem od nazwy “Big John” dla naszego kaszubskiego wina. Burgenland jest znacznie lepszym miejscem do uprawy winorośli niż północna Polska. A Scheiblhofferowie okazali się znacznie bardziej utalentowanymi winemakerami niż my, Borrellowie!

Jois Blaufrankisch 2018 – jak mówią Scheiblhofferowie, to wino jest czystym przejawem enofilii. Intensywne, mocne, o egzotycznej i wręcz wybuchowej strukturze.

Co nowego?

Burgenland to niezwykle zróżnicowany region winiarski, który wyróżnia bogactwo mikroklimatów i struktur geologicznych. Dzięki właściwej interpretacji poszczególnych siedlisk lokalni winiarze uzyskują wina charakterystyczne, odnoszące się do różnych stylów. W tym roku poszerzyliśmy znacznie ofertę z winnicy Scheiblhofferów. Pojawiły się nie tylko klasyczne europejskie szczepy, ale także nieco mniej znane, jak Blaüfrankisch czy Saint Laurent. Jeśli chcesz się dowiedzieć, jak smakują – zajrzyj na nasz kanał na YouTube, gdzie sommelier Wojtek Boguniecki zaprasza na degustację win z obu tych szczepów. Jak mówią Austriacy – Prost!

Kategorie
Wiedza o winie Wina beczkowane Wino

Czynnik X

Autor: Tomasz Kolecki,

Mistrz Sommelierów Polski

W świecie enologii uważa się, że istnieją trzy tzw. „kontrybutory” smaku, czyli czynniki decydujące w głównej mierze o tym, co znajdziemy w kieliszku. Pierwszym z nich jest grono, drugim użyte drożdże, a trzecim drewniane beczki, oczywiście o ile zostaną zastosowane w procesie winifikacji. I to właśnie one są przez wielu nazywane „czynnikiem X”, który pozwala winu osiągnąć złożoność i szlachetność ciężko dostępną dla porównywalnych win, które na swojej drodze spotkały tylko zbiorniki ze stali nierdzewnej lub betonu. Dlaczego? Dlatego, że każdy rodzaj i wiek drewnianych beczek zostawia na winie swoje piętno nowych aromatów, lub ewolucję tych istniejących już wcześniej.

Ciężka praca winemakerów – testowanie leżakujących win z beczek. Fot. dzięki uprzejmości Bodegas Luis Canas.

Beczka – nie tylko dąb

Jak dziś pamiętam jedną z moich pierwszych podróży winiarskich, gdzie jednym z przystanków była wizyta u znanego producenta Amarone, Recioto, Ripasso, także rzadko spotykanego Amandorlato i innych win charakterystycznych dla apelacji położonych blisko Werony i Jeziora Garda. Był pionierem wielu pomysłów, które dziś wydają nam się „normalne”. Jednak by tak się stało, przez kilka dekad współpracował z Instytutem Winiarskim w Conegliano, prowadząc eksperymentalne uprawy ponad 50 rodzimych odmian winorośli, używając różnych technik fermentacji i sposobów dojrzewania wina. Tym dwóm ostatnim służyła specjalna winiarnia, w której zobaczyłem kilkanaście różnorodnych tanków fermentacyjnych, i ponad 300 beczek różnych rozmiarów i kształtów, lecz przede wszystkim: rodzajów drewna. Były tam beczki z akacji, orzecha, kasztanowca, czereśni, kilku innych gatunków i, oczywiście, te najważniejsze, czyli wykonane z różnych odmian dębu pochodzących z różnych krajów i kontynentów. Bo właśnie ten gatunek drewna daje najlepsze efekty w pracy z winem, zarówno pod kątem aromatów, struktury, jak i szczelności i trwałości przez okres używania.

Beczki w portugalskiej winnicy Casa Santos Lima, skąd pochodzi wspaniałe beczkowane Alvarinho – Pluma Reserva. Fot. Casa Santos Lima

Dąb europejski a dąb amerykański

Fermentacja lub dojrzewanie w beczkach wywiera na wino wpływ pod różnymi względami. Po pierwsze, gdy dębina jest nowa lub krótko używana, oddaje winu swój smak, kolor i taniny. Po drugie umożliwia winu kontakt z powietrzem w stopniu, w którym nie są w stanie mu go zapewnić stal i beton. Dąb używany do wyrobu beczek dzielimy przede wszystkim na europejski i amerykański. Najważniejszym dostawcą dębu europejskiego jest Francja, która posiada plantacje dębu pokrywające jedną czwartą kraju. Są one prowadzone od ponad trzystu lat, co umożliwia przeznaczenie do wycinki i wyrobu beczek drzew odpowiednio starych, które swoją idealną kondycję komercyjną osiągają w wieku około 80 lat. Rozróżniamy dęby o gęstych i zwartych słojach, które są rezultatem powolnego wzrostu, oraz bardziej porowatych i mocniej pracujących z alkoholem, o słojach mniej zwartych, które znajdują nabywców wśród producentów alkoholi mocnych. Najlepsze plantacje znajdują się w środkowej Francji oraz na wzgórzach położonych na zachód od Alzacji. Dąb amerykański jest zwarty i oddaje winu bardziej wyrazisty smak wzbogacony o nutę kokosa i budyniu waniliowego, przez co często jest nazywany „słodzikiem”.

Pluma Reserva Alvarinho i Luis Canas Vinas Viejas, dwa różne style białego wina, na które wpłynął „czynnik X”.

Barrique i inne typy beczek

Beczka, im jest większa, tym mniejszy ma wpływ na wino w niej umieszczone. Dzieje się tak, gdyż zmniejsza się proporcja powierzchni do objętości, i mniejszy wpływ na wino wywiera drewno zarówno pod względem smaku, jak i struktury. Najpopularniejsze są beczki o pojemności 225l, czyli barrique, których nazwa i wielkość pochodzą z Bordeaux, lecz znamy wiele innych popularnych kształtów i wielkości charakterystycznych dla różnych regionów i krajów winiarskich, by wspomnieć tylko węgierską gönci, niemieckie Fuder, anglosaskie hogsheads, czy portugalskie pipas. Tak czy inaczej – największe beczki osiągają pojemność nawet kilku tysięcy litrów.

Wino leżakujące w beczkach i butelkach w piemonckiej winnicy Franco Conterno. Fot. dzięki uprzejmości Franco Conterno Cascina Sciulun.

Nowe versus stare

Nowa beczka oddaje winu najwięcej smaku, i z tego właśnie powodu nowe beczki są najbardziej cenione przez większość producentów wina. Nową beczkę z reguły używa się do produkcji wina najwyższej jakości, i kolejno do coraz niższych etykiet asortymentu. Na koniec można ją używać do klarowania win, albo odsprzedać producentom mniej zamożnym, lub produkującym alkohole mocne. Jest jeszcze możliwość regeneracji beczki, która jest o wiele tańsza od kupna nowej, a może być wykonana raz lub dwa. Długość okresu, w jakim wino dojrzewa w dębinie, ma istotny wpływ na jego końcowy smak. Większość smaków i tanin z nowej beczki przenika do wina w pierwszych miesiącach leżakowania, a im dłużej wino przebywa w beczce, tym szybciej dojrzewa. Na koniec warto wspomnieć o realiach ekonomicznych. Nowa „baryłka” z dębu francuskiego wysokiej jakości to wydatek nawet ponad 1000 euro, a amerykańskiego około połowy tej kwoty. Większe oczywiście są odpowiednio droższe, dlatego zazwyczaj służą winiarzom przez wiele lat, dekad, a rekordziści: nawet stuleci, przechodząc troskliwe zabiegi, by co roku móc służyć ich właścicielom.Nowa beczka oddaje winu najwięcej smaku, i z tego właśnie powodu nowe beczki są najbardziej cenione przez większość producentów wina. Nową beczkę z reguły używa się do produkcji wina najwyższej jakości, i kolejno do coraz niższych etykiet asortymentu. Na koniec można ją używać do klarowania win, albo odsprzedać producentom mniej zamożnym, lub produkującym alkohole mocne. Jest jeszcze możliwość regeneracji beczki, która jest o wiele tańsza od kupna nowej, a może być wykonana raz lub dwa. Długość okresu, w jakim wino dojrzewa w dębinie, ma istotny wpływ na jego końcowy smak. Większość smaków i tanin z nowej beczki przenika do wina w pierwszych miesiącach leżakowania, a im dłużej wino przebywa w beczce, tym szybciej dojrzewa. Na koniec warto wspomnieć o realiach ekonomicznych. Nowa „baryłka” z dębu francuskiego wysokiej jakości to wydatek nawet ponad 1000 euro, a amerykańskiego około połowy tej kwoty. Większe oczywiście są odpowiednio droższe, dlatego zazwyczaj służą winiarzom przez wiele lat, dekad, a rekordziści: nawet stuleci, przechodząc troskliwe zabiegi, by co roku móc służyć ich właścicielom.

Nie ma zatem co się dziwić, że ich użycie ma to wpływ na ceny win. Na nasze, konsumentów szczęście – na złożoność i jakość także.

Sommelier Wine Express, Wojtek Boguniecki, zaprasza na degustację dwóch białych win dotkniętych „czynnikiem X”:

Kategorie
Wino

Wino – nieznany skarb Libanu

W ciągu ostatnich dwóch lat wyczerpany wojnami Liban doświadczył rewolucji ludowej, kryzysu finansowego, pandemii koronawirusa i sierpniowej eksplozji w bejruckim porcie. Czy na tym umęczonym skrawku ziemi mógł uchować się jeszcze jakiś skarb? Owszem! I jest nim właśnie wino, które – wbrew okolicznościom – przeżywa aktualnie w Libanie renesans.

Zbiory w Domaine des Tourelles, rodzinnej winnicy, z którą współpracujemy od lat. Odwiedzamy ją regularnie podczas wycieczek do Libanu organizowanych przez Johna Borrella. Fot. dzięki uprzejmości Domaine des Tourelles.

Od Fenicjan po Francuzów

Winorośl uprawia się w Libanie od 7 tysięcy lat, głównie dzięki niezawodym Fenicjanom. Najstarsze istniejące zabytki tej tradycji pochodzą z czasów rzymskich. Aby je obejrzeć musimy udać się w odległy zakątek kraju, pod granicę z Syrią. Tą trasą podążają także entuzjaści wina, którzy mieli szczęście uczestniczyć w wyjazdach organizowanych przez Johna Borrella. Tu, w starożytnym mieście Baalbek, znajduje się najstarsza świątynia Bachusa, rzymskiego boga wina i dobrej zabawy. Złożywszy mu hołd możemy udać się wprost do winnic, bo Baalbek leży w Dolinie Bekaa. To najlepszy dla winorośli region kraju, który dla wina odkryli ponownie na przełomie XIX i XX w. Francuzi.

Grupa przyjaciół Wine Express podczas zwiedzania świątyni Bachusa w Baalbek. Liban oczarował wszystkich i na pewno będziemy tam wracać, gdy unormuje się sytuacja z pandemią. Fot. J. Borrell.

Renesans wina z Libanu

Pierwszą winnicę w czasach nowożytnych założono w 1847, kolejną ufundowali w 1857 r. Jezuici, istnieje ona do dziś – to Chateau Ksara. Trzecią, leżącą zaledwie 60 km na południe od Baalbek – Domaine des Tourelles, w 1868 r. założył francuski inżynier Eugѐne François Brun. Przetaczające się wielokrotnie przez kraj wojny pokazały charakter i determinację Libańczyków, których twarzą stał się Serge Hochar, prawdziwy James Bond winiarstwa. Znany jest choćby z tego, że przewoził winogrona przez linię frontu. On też jako pierwszy zrozumiał wagę eksportu dla przyszłości tego przemysłu. Jednak mimo wysiłków w roku 1990, po zakończeniu wojny domowej, w Libanie działało tylko 10 winnic komercyjnych. Dziś jest ich kilkadziesiąt, a jakość wytwarzanych trunków docenia cały winiarski świat. Ale jak to możliwe, że dosłownie na popiołach konfliktów zbrojnych powstają tak dobre wina? Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie przyjrzyjmy się Domaine des Tourelles, której gościnne progi odwiedzamy przy każdej wizycie w Libanie.

Faouzi Issa, właściciel Domaine des Tourelles, trzeciej najstarszej winnicy w Libanie. Fot. dzięki uprzejmości Domaine des Tourelles.

Domaine des Tourelles – pochwała minimalizmu

Faouzi Issa, czarujący jegomość o wschodniej urodzie, jest szczęśliwym właścicielem jednych z najwyżej położonych winnic na północnej hemisferze (niemal 1000 m n.p.m.). Dzięki temu może prowadzić je stosując zasadę minimum ingerencji. Winorośle nie są nawadniane, wiosną korzystają z obfitości wody z roztapiających się na szczytach śniegów. Faouzi nie stosuje oprysków, ponieważ suche górskie powietrze eliminuje zagrożenie chorobami grzybicznymi. Bez końca mógłby też opowiadać o terroir – jak stoki Libanu i Antylibanu chronią uprawy przed suchym powietrzem pustyni i silnymi nadmorskimi wiatrami, że latem za dnia jest upał, ale noc przynosi chłod, że gleby są bogate w żelazo i składniki mineralne. Ale wystarczy przejść się po starych parcelach wokół domu Issy, by zobaczyć na własne oczy, jak dobrze czuje się tu winorośl.

Kadzie betonowe, w których wytwarzane są czerwone wina pozwalają na kultywowanie naturalnych metod produkcji. Fot. dzięki uprzejmości Domaine des Tourelles.

Wino z Libanu bez laboratorium

Domaine des Tourelles zostala nazwana przez Financial Times „najbardziej uwodzicielską winnicą w Libanie”. Jest nie tylko uwodzicielska, ale i czarodziejska; XIX-wieczny budynek winnicy dzięki samej konstrukcji pozwala utrzymać wewnątrz stałą temperaturę. Wina czerwone można więc wytwarzać w unikatowych cementowych kadziach bez potrzeby dodatkowego chłodzenia. Wszystkie grona z winnicy są organiczne, a Faouzi z powodzeniem stosuje wyłącznie dzikie drożdże występujące w naturze na skórkach winogron. Libańczycy są nie tylko przedsiębiorczy, są też eko – do klarowania używa się wegańskiej substancji, a wytłoczyny, jako nawóz, trafiają z powrotem do winnic. Nawet butelki są poddawane recyklingowi! Ogromne wyczucie miejsca, w którym żyją, pozwala im produkować wina „bliskie ziemii”.

Jak smakują wina z Libanu?

W zamieszczonym poniżej filmie nasz sommelier, Wojtek Boguniecki, opowiada o blendzie Syrah, Cabernet Sauvignon, Cinsault i Carignan z Domaine des Tourelles. A ponieważ covid pokrzyżował nam w tym roku plany na wyjazd do Libanu i odwiedziny u Faouziego, przez cały luty i marzec ruszamy ze specjalnymi promocjami na jego wina, znajdziesz je na naszej stronie i w sklepie w Gdyni.

Degustacja z naszym sommelierem Wojtkiem Bogunieckim.
Kategorie
Wino

Jules Taylor – historia miłosna z happy endem

Jest 15 lutego, pewnie wspominasz jeszcze wczorajszy wieczór walentynkowy. Korzystając z tego nastroju chcę opowiedzieć piękną historię o miłości niezwykłej kobiety – Jules Taylor – do wina i malowniczego Marlborough w Nowej Zelandii. Data jest tylko pretekstem, bo prawdziwą okazją jest ogromne wyróżnienie, jakie spotkało Jules kilka dni temu.

Wieloletnia miłość Jules do Sauvignon Blanc uhonorowana nagrodą. Fot. dzięki uprzejmości Jules Taylor Wines

Nagroda Winemakera Roku Gourmet Traveller Wine Magazine

Nagrodę tę przyznaje kapituła w uznaniu całego dorobku winiarza i jego wkładu w rozwój winiarstwa w Nowej Zelandii. Sędziowie w uzasadnieniu tegorocznego wyboru napisali między innymi: „Jules jest jedną z nowozelandzkich pionierek naszych czasów. Produkuje nadzwyczajne wino, jest dziko dumna ze swojego regionu i pozostaje mentorką dla obiecującego pokolenia winiarzy Kiwi…. Szacunek i mana, którą darzy Jules społeczność Nowej Zelandii jest w równym stopniu odbiciem jakości jej win, jak i jej zasług dla przemysłu tego kraju”. Te kilka zdań świetnie streszcza dzisiejszą pozycję Jules, ale aby lepiej ją zrozumieć, trzeba przyjrzeć się jej historii.

Według Jules sukces opiera się na trzech rzeczach: marzeniach, ciężkiej pracy i nie traktowaniu siebie zbyt serio. Fot. dzięki uprzejmości Jules Taylor Wines.

Rosnąc wraz z winoroślą

Jules urodziła się w Marlborough dokładnie w roku, w którym posadzono tu pierwsze krzewy Sauvignon Blanc. Rosła wraz z nimi zdobywając doświadczenie w lokalnych firmach. Ukończyła studia podyplomowe z enologii i uprawy winorośli. Pracowała jako Group Senior Winemaker dla jednej z największych winnic, a następnie jako Consultatnt Winemaker dla najbardziej prestiżowej marki regionu. Kolejnych kilka lat spędziła we Włoszech, gdzie nabrała pewności, że w winie chodzi przede wszystkim o tworzenie pięknych wspomnień, a nie o status społeczny czy potencjał do starzenia. Z tym przekonaniem wyruszyła w podróż do domu.

Złota godzina nad winnicą Jules i George’a w Marlborough. Fot. dzięki uprzejmości Jules Taylor Wines.

Jules Taylor Wines

Po powrocie do Nowej Zelandii znów podjęła pracę w dużych winnicach, ale w 2001 r. na świecie pojawiła się firma Jules Taylor Wines, maleńki projekt dający ledwie 200 skrzynek wina rocznie, zrodzony z potrzeby Jules i jej męża, George’a, do tworzenia wina według własnych reguł. Pięć lat i dwoje dzieci później, niczym w powieści, małżonkowie porzucają korporacyjne posady aby poświęcić się całkowicie realizacji własnych marzeń. Dziś wina Jules zdobywają tak prestiżowe nagrody jak Air New Zealand, a ich punktacja u sław pokroju Jamesa Sucklinga nie spada poniżej 90. W Wine Express współpracujemy z Jules od wielu lat, mieliśmy przyjemność kilkukrotnie gościć ją w Polsce, którą ubóstwia. Wzbudziła wówczas falę sympatii nie tylko w Kania Lodge, ale także w restauracji Modesta Amaro, który tak lubi jej wina, że Sauvignon Blanc stało się w tamtym czasie podstawową etykietą lokalu.

Nietuzinkowy Gruner Veltliner – dwie parcele, dwa sposoby winifikacji, dwa style połączone w jednej butelce. Fot. dzięki uprzejmości Jules Taylor Wines.

Kilka niesamowitych faktów o winnicy Jules Taylor

  • Jules podejmuje decyzję o rozpoczęciu zbiorów po prostu próbując winogron i szukając w nich momentu idealnej równowagi. Nie korzysta z testów laboratoryjnych określających poziom kwasów i cukrów.
  • W każdym roczniku powstaje tylko jeden wsad danego wina. Gdy się skończy, nie zostanie powtórzony. Bez względu na koszty, Jules wypuszcza dane wino na rynek tylko wówczas, gdy jest z niego w pełni zadowolona.
  • Wszystkie białe i różowe wina z Jules Taylor Wines są wegańskie. W 2020 r. marka OTQ (On th Quiet) uzyskała certyfikat wina organicznego.
  • Od roku cała winnica jest zasilana wyłącznie z odnawialnych źródeł energii. Winnica, od winogron po wszystkie maszyny, jest certyfikowana w systemie New Zealand Sustainable Winegrowers.
  • JTW prowadzi własny organiczny ogród warzywny, na potrzeby rodziny i pracowników.
  • Kilka miesięcy temu cała załoga winnicy przeszła na 4-dniowy system pracy, aby poprawić równowagę pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym.

Jeśli masz ochotę na więcej zdjęć z zapierającymi dech w piersiach widokami z Marlborough albo na wypróbowanie któregoś ze świetnych przepisów polecanych przez Jules, zajrzyj na stronę Jules Taylor Wines. A jeśli chcesz sprawdzić jak smakuje Marlborough doprawione miłością, otwórz butelkę On the Quiet Sauvignon Blanc i zaproś przyjaciół. Kia ora!

Fot. dzięki uprzejmości Jules Taylor Wines.

Kategorie
Wino

Apulia – nie tylko Primitivo

Pewnie nie byłbyś zachwycony, gdyby ktoś zaproponował ci podróż do piwnicy. Chyba że… do piwnicy Europy! Tak nazywano niegdyś Apulię, krainę stworzoną przez bogów, by rosło w niej wino. Z niewiadomych przyczyn umieścili ją na obcasie włoskiego trzewika, obdarzyli średnią roczną temperaturą 20°C i oddali ludziom we władanie. A ci posadzili tam Primitivo.

Novantaceppi Primitivo IGP Puglia – lekkie, owocowe apulijskie Primitivo z winnic Latentia. Liczba 90 to ilość sadzonek, od których rozpoczęto zakładanie uprawy.

Antyczne korzenie

Pierwsi na zaletach Apulii poznali się Fenicjanie, przywożąc tu nieznane odmiany winorośli i nowe metody wytwarzania wina. Starożytni Grecy nazywali ją Enotria – krainą wina, a Rzymianie a-pulvia – bez deszczu. Przez wiele wieków winorośl i oliwki uprawiano tu na ogromną skalę, Apulia zaopatrywała wiele krajów Europy. Jednak pokusa łatwego zarobku boleśnie dotknęła ją dwukrotnie – raz, gdy skończył się popyt na mocne tanie trunki. Drugi raz, gdy po epidemii filoksery masowo sadzono Negroamaro. Dziś Apulia to dla wielu synonim Primitivo, ale nie zawsze tak było.

Primitivo, czyli Crljenak Kaštelanski

Manduria, apelacja DOC znajdująca się w centrum regionu między Brindisi a Taranto to łagodny, stosunkowo płaski teren o ciepłym klimacie. Tutaj, prawdopodobnie w XVIII w., trafił z Chorwacji Crljenak Kaštelanski (in. Tribidrag lub Kratošija), przechrzczony przez Włochów na Primitivo (co nie oznacza bynajmniej wina ordynarnego, ale to, które najwcześniej dojrzewa). Wraz z falą włoskiej imigracji do Stanów zawędrował jeszcze dalej, za ocean, gdzie nowy klon nazwano Zinfandelem. Warunki na obcasie włoskiego buta okazały się optymalne dla rozwoju tej odmiany, która wytworzyła tu zarówno warianty lekkie, bardzo owocowe, o słodkiej taninie, jak i potwory wytwarzające do 20% alkoholu.

Primitivo Tiati, Cantine Teanum – przedstawiciel pełniejszego, opartego na ciemnym owocu, solidniejszej taninie i bardziej wyrazistej kwasowości stylu z Apulii.

Różne szczepy, różne metody

Poza Primitivo w Apulii uprawia się też inne szczepy. W 2020 r. były tu już 32 typy wina DOC i 4 DOCG. Do najciekawszych odmian czerwonych należy wspomniane już Negroamaro oraz Nero di Troia, ale także Susumaniello, Bombino Rosso, Aglianico czy Malvasia Nera. Spośród białych warto wspomnieć lokalne odmiany jak Fiano czy Minutolo.

Negroamaro – najstarsza odmiana w Apulii, gdzie rośnie od VIII w. p.n.e. Po włosku oznacza czarny i gorzki. Gorycz nie całkiem tu pasuje, więc ostatnio nazwę chętniej tłumaczy się z greki – ciemnoczarny. Są to wina bardzo owocowe, o przyprawowo-ziołowym tle. Ciało pełne, ale kwasowość i taniny – dość łagodne. Neroamaro zrobiło apulijskim winiarzom niezły żart – po epidemii filoksery sadzono je tu dość chętnie, gdyż dawało bardzo wysokie plony. Jak się okazało – tylko przez pierwszą dekadę, później wydajność krzewów dramatycznie spada. Cierpliwi zostali jednak nagrodzeni – stare krzewy dają piękne, esencjonalne wina. Warto wyróżnić tu alberelli, wiekowe winorośle lokalnego klonu przypominające niewielkie drzewka. To właśnie z takiego Negroamaro i tutejszego Primitivo powstaje nasze Alberello.

Dwie ciekawe etykiety od Felline – Primitivo di Manduria z winorośli wyhodowanych z sadzonek kalifornijskich oraz Alberello – na etykiecie można dostrzec sylwetkę tych charakterystycznie prowadzonych krzewów Negroamaro.

Nero di Troia – odmiana typowa dla okolic Foggi. Są to grona niemal czarne w kolorze, dające wina niezbyt ciężkie, pieprzno-kwiatowe, wyraźnie ziołowe. Dzięki grubej skórce możemy liczyć na solidną taninę. Nazwa pochodzi od apulijskiego miasteczka Troia, wedle legendy założonego przez Diomedesa po upadku Troi antycznej. W naszym portfolio pojawia się jako blend z Primitivo, wyjątkowemu dzięki appassimiento – procesowi suszenia winogron. Pojawiają się w nim bogate aromaty suszonych owoców, przypraw i czekolady.

Warto też próbować różnych jednoszczepowych win na bazie Primitivo, aby docenić możliwości tego szczepu. Na naszej liście znajdzie się zarówno lżejsze Latentia IGP Puglia, klasyczne Primitivo di Manduria z Latentii i Felline, niezwykle eleganckie Dunico, jak i nieco bardziej wytrawne Sinfarossa, wytwarzane z gron zebranych z nasadzeń szczepkami kalifornijskimi. Wina z Apulii są świetnym wyborem dla poczatkujących. Ich uniwersalność sprawia jednocześnie, że będą doskonałym upominkiem.

O walorach smakowych Appassimento i Alberello opowiada w krótkim filmie nasz sommelier, Wojtek Boguniecki.